Dzień 44 – Ulice Hanoi.

Dzień 44 – Ulice Hanoi.

Ponieważ, Kuba nie czuł się najlepiej, postanowiliśmy tego dnia zostać dłużej w naszym hostelu – co wcale nie było łatwe, ponieważ nasz pokój był bardzo ciekawej konstrukcji. Gdy zakwaterowywaliśmy się wieczorem, nie było widać pewnych „smaczków”. Z czasem zorientowaliśmy się, że conajmniej jedna ze ścian była zrobiona z jakiejś bardzo cienkiej płyty, ponieważ gdy Kuba próbował włożyć wtyczkę do gniazdka ugięła się cała ściana. Ponadto, tapety naklejone były w bardzo niechlujny sposób, nachodziły na siebie lub w ogóle odchodziły od ściany. W zasadzie przy lekkim pociągnięciu można by je zerwać w całości. Dodatkowo, gdy się obudziliśmy, okazało się, że jedna z tapet przykrywa stare okno (lub szyb wentylacyjnych?), które zostało odkryte przez wpadające z zewnątrz promienie słoneczne. W łazience, z bojlera wystawał zwitek kabli, niektóre były poskręcane i nieizolowane. Żeby tego było mało, w pokoju oczywiście nie było ogrzewania, (co nie zmieniło się przez całą Azję) więc zwiększaliśmy temperaturę używając klimatyzacji. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że ten hostel nie posiadał ‚prądu na kartę’ (tj. by w pokoju było zasilanie, trzeba włożyć kartę otwierającą drzwi lub dołączoną do klucza) – więc pracownicy periodycznie podchodzili do skrzynki i wyłączali bezpieczniki… Na początku myśleliśmy, że to kwestia naszych urządzeń, ale miało to również miejsce parę razy tuż przed naszą pobudką…

20180109_141709

Ach, i aby nie zapomnieć – po strychu, który znajdował się tuż nad naszym sufitem biegały różne zwierzaki, prawodobnie myszy, szczury i koty, ponieważ słychać było różne rodzaje kroków i pazurów.

Zdecydowaliśmy się wyjść po południu, w poszukiwaniu uniwersalnej wtyczki i dzielnika, które przez przypadek zostawiliśmy w Bangkoku. Kuba do dziś dzień nie wie jak to się stało, ale w Bangkoku zostały wspomniane, bardzo ważne elementy naszej działalności i jedna z jego koszulek. Wyruszyliśmy więc na poszukiwania!

Tutaj, pozwolimy sobie zamieścić dłuższy opis ulic w Hanoi i ruchu panującego na drogach, chodnikach, a właściwie wszędzie gdzie da się wjechać skuterem.

Ilość skuterów jest zatrważająca! Jak się potem dowiedzieliśmy, Hanoi ma około 12 milionów mieszkańców, którzy są posiadaczami około 7 milionów skuterów! Skutery są wszędzie. Poruszają się po jezdni i po chodnikach, w dodatku większość chodników jest również gęsto zastawiona zaparkowanymi skuterami. Przejście niewielkiej odległości zajmuje bardzo dużo czasu, a przejście na drugą stronę ulicy wydaje się niemożliwe. Nieodzowną częścią jazdy na skuterze wydawało się nieustanne trąbienie…Hałas jest mometnami trudny do zniesienia ( oczywiście dla obcokrajowców):P

Bardziej żywym obrazem tego co dzieje się na ulicach Hanoi będą trzy zamieszczone poniżej filmy. Pierwszy ukazuje jak wiele skuterów parkuje na chodnikach, drugi ruch na ulicach z perspektywy pasażera autobusu, a ostatni zasady ruchu na skrzyżowaniu. Naprawdę warto rzucić okiem, bo w tym przypadku opis nie oddaje tego co krótkie wideo.



Do tego wszystkiego, życie miasta toczy się w dużej mierze na ulicach, więc co jakiś czas zobaczyć można małe stoiska z jedzeniem, a czasem nawet całe ‚kuchnie polowe’ rozłożone na chodnikach. Zazwyczaj, wokół nich znajdują się jeszcze mniejsze stoliki i taboreciki, przy których można usiąść i zjeść zakupioną przekąskę.

Ponadto, co jakiś czas można spotkać panie, które niosą ogromne kosze z owocami zawieszone na kiju – widok jak z obrazka.

Mozolnie przedostając się przez miasto, poszukiwaliśmy adaptera do kontaktu i dzielnika – ponieważ często potrzebujemy jednocześnie ładować np. aparat i telefon. O ile adapter udało nam się znaleźć bardzo szybko ponieważ tuż obok naszego hostelu znajdował się sklep z telefonami i komputerami, to z dzielnikiem sprawa była już trudniejsza. Na ulicach można kupić wszystko – plecaki North Face (made in Vietnam), trójkątne kapelusze, papierowe rozkładane pocztówki, tylko nie dzielniki! Warto zwrócić również uwagę na zdjęcie z salonem fryzjerskim.

Tuż po opuszczeniu sklepu komputerowego, Kubę napadł przechodni naprawiacz butów. Od razu zaczął podklejać trampki w miejscu gdzie materiał lekko odstawał od podeszwy. Natychmiast zaczął również rozwiązywać but i zdjemować go z nogi. Kuba zdziwiony dał zdjąć sobie but, po czym nagle naprawiacz wyjął kawałek podeszwy i szybko przykleił go pod piętą. W tym momencie Kuba miał już dosyć i zdecydowanie podziękował za usługę o którą nie prosił. Zapłaciliśmy 15 zł i poszliśmy. Mieliśmy nadzieję, że doklejony kawałek uda się odkleić – byliśmy w błędzie. Od tego momentu, Kuba miał jeden but trochę wyższy, co wcale nie było wygodne, ale i tą sprawę udało nam się załatwić… o tym trochę później 🙂

20180110_164910

Poruszaliśmy się kolejnymi uliczkami i trafiliśmy na ulicę pełną okapów, zlewozmywaków, garnków, łyżek i innych metalowych elementów kuchennych. Wygląda to niesamowicie, gdy po obu stronach jezdni widzimy po 10 sklepów z takim samym asortymentem. Dodatkowo, co jakiś czas ktoś spawa coś na ulicy lub tnie piłą do metalu.Kuba opanował do perfekcji pokazywanie na migi działanie trójnika – podchodził do kontaktu i pokazywał, że z jednego tworzą się trzy. Nie zawsze to pokazywanie działało, ale mieliśmy wrażenie, że większość rozumie na czym nam zależy. Mimo naszych licznych pytań, kolejni sklepikarze wskazywali kierunek ruchu, aczkolwiek nikt nie był pewien gdzie można dostać potrzebny nam element. Trafiliśmy na uliczkę w której sprzedawano kable i elementy elektryczne, wydawało się, że to idealne miejsce… niestety nie. Jedyne co mogliśmy kupić to wielometrowy przedłużacz z kilkoma wyjściami.

W końcu, poruszając się coraz dalej, zauważyliśmy serwis telewizorów, a w ścianie – dzielnik! Kuba zaczął pytać, gdzie można dostać taki element. Jeden z młodych pracowników wyjął z ściany mocno zakurzony dzielnik i poszedł do sklepu obok. Tam, przy biurku siedziała pani w średnim wieku i po wytłumaczeniu przez pracownika o co chodzi, podała cenę. Wyszło około 10 złotych, udało nam się cenę minimalnie stargować i wyszliśmy z serwisu z mocno używaną, ale nadal użyteczną częścią.

20180110_174224

Zadowoleni, przechodząc ‚spacerem’, o ile można to tak nazwać w tym wielkim chaosie krzywych chodników zaparkowanych skuterami do granic możliwości i procesji pojazdów na ulicach, wróciliśmy do znanego nam Little Vietnam na obiado-kolację.

Dodaj komentarz