
Dzisiaj, zwiedziliśmy singapurskie Chinatown i Little India.
Wyruszyliśmy z naszego hotelu, po drodze zakupując świeże owoce w lokalnym ‚warzywniaku’. Po wczorajszych przeżyciach z egzotycznymi owocami, postanowiliśmy spróbować bardziej nam znanych bananów, ananasa, papaji i arbuza. Wszystkie smakują trochę inaczej niż w Polsce, w szczególności ananas i arbuz były bardzo dojrzałe, soczyste i pełne smaku. Papaja jako jedyna nie wprawiła nas w zachwyt, ponieważ była zwyczjanie mdła.
Gdy dojechaliśmy do Chinatown, minęliśmy Świątynię Zęba Buddy i tysiąc chińskich mikrosklepów. Można tutaj sprawić sobie nową fryzurę, kupić ‚na pewno’ autentyczne antyki, pośpiewać karaoke za ciemnymi drzwiami, spotkać Buddę obok automatu z Coca-Colą i wiele wiele innych.
W końcu dotarliśmy do Chinatown Food Street, która okazała się bardzo turystyczną uliczną jadłodalnią. Zjedliśmy „Fried Carrot Cake” (Smażone Ciasto Marchewkowe?!?), które okazało się nie mieć nic wspólnego ani z marchewką, ani z ciastem. Jest to prawdopodobnie smażona potrawka z mąki ryżowej i rzodkiewki oraz omlety z rzodkiewką i ryżem. Napisaliśmy „prawdopobnie” ponieważ ciężko połączyć nasze wrażenia z opisem.
Po Chinatown pojechaliśmy metrem do Little India, gdzie odbyliśmy krótki spacer. Jest bardzo kolorwa dzielnica, w której faktycznie znaczna większość populacji to Hindusi. O pewnej godzinie odczucie przebywania tam zaczyna być mało przyjemne, więc postanowiliśmy wrócić do domu.

W drodzę z metra do naszej dzielnicy, zgłodnieliśmy i postanowiliśmy zjeść jeszcze ostatni dzisiejszy posiłek. Julia zjadła zapiekany ryż z owocami morza i jajkiem, a Kuba znowu zaeksperymentował i zamówił zupę z żaby! Na przystawkę dostaliśmy podejrzane mikro-chrupki, które okazały się chipsami z mini rybek oraz miękkie (prawdopobnie smażone) orzeszki ziemne.
Gorąca zupa z żab została podana w glinianym garnczku z chochlą, którego obsługi nauczyliśmy się dopiero po chwili – z dużego garnka przelewamy do małych miseczek, z których dopiero jemy posiłek. Sama zupa przypominała gotowany ryż z masłem (a ‚la owsiankę), w którym pływały duże kawałki ŻABY… Okazuje się, że żaba smakuje trochę jak kurczak, ale jest bardzo koścista. Generalnie oprócz nóżek, wszystkie kawałki wiążą się z wydłubywaniem kawałeczków mięsa z kości. Nie mniej jednak, Kuba zjadł zupę w całości z czego jest bardzo dumny.