Dzień 20 – Ao Nang – Tiger Cave Temple

Dzień 20 – Ao Nang – Tiger Cave Temple

17 dnia grudnia wybraliśmy się do słynnej w okolicy Tiger Cave Temple. Jest to kompleks buddyjskich świątyń w pobliżu Krabi, położonych u podnóża jednego z tutejszych wzgórz.

Na szczycie znajduje się orgomny posąg siedzącego Buddy. By go obejrzeć wystarczy pokonać jedynie 1260 schodków (chociaż znak na dole informuje, że jest ich 1237). Niektóre z nich są prawie płaskie, ale zdecydowana większość jest bardzo stroma, wysoka prawie do kolana (ponad 30 cm wysokości). Dodatkowo pierwszy odcinek drogi utrudniają małpy, które są tutaj bardzo pewne siebie. Jedna zawiesiła się na plecaku Kuby, wyciągneła z bocznej kieszeni błyszczące opakowanie po cukierkach i uciekła. Druga chwytała Julię za nogi, a po chwili kolejna, uwiesiła się na butelce wody, którą Kuba trzymał w ręku. Po dwóch strząśnięciach poddała się, ale chyba tylko dlatego, że przechodziła obok nas grupka turystów i małpa wystraszyła się tłumu.

Około 900 schodka minął nas pies idący w dół. Mieszane uczucia zawitały w naszych głowach – cóż za spotkanie, pies na 900-nym schodku, z jednej strony zmęczenie połączonę z dumą, że już blisko, z drugiej… pies który schodzi i merda ogonem jakby nigdy nic. W dodatku, my zatrzymaliśmy się by trochę odpocząć, a pies szybko w dół, nawet nie zwrócił na nas uwagi.

Gdy dotarliśmy na szczyt, musieliśmy zdjąć buty by wejść na taras, gdzie ukazał się nam piękny widok zlotego Buddy, gór jak z chińskich obrazów w tle i morza w oddali. Mieliśmy również szczęście, ponieważ dotarliśmy tam chwilę przed zachodem słońca, co dodało uroku widokom.

Niestety, oznaczało to, że po zrobieniu zdjęć i obejrzeniu widoków musieliśmy zacząc schodzić na dół, by zdążyć przed zmrokiem. Droga w górę zajęła nam 40 minut, natomiast powrót około 15 minut. W czasie drogi w dół zaczęło podać, więc poręcze były mokre i śliskie, ale za to małpy chowały się przed deszczem, więc nie musieliśmy już z nimi walczyć.

Po zejściu, udało nam się złapać „taksówkę” (wcale nie mamy przekonania czy to była taksówka), która zawiozła nas na Night Market w Krabi Town. Jest to taki nocny targ, na którym można znaleźć dziesiątki stoisk z jedzeniem – było to idealne miejsce po odwiedzinach na szczycie góry. Można tam znaleźć: grilowane owoce morza, różnego rodzaju Phad Thai, curry w wielu postaciach, świeże sushi, suszone kałamarnice (chyba?), kompoty z różnych dziwnych owoców, drinki w bambusie (podawane przez LadyBoya), a nawet smażone insekty. Kuba obiecał, że spróbuje, ale jak już trafiliśmy na stoisko to twierdził, że był zbyt najedzony.

Ponadto, znaleźć można tutaj trochę pamiątek – większość podobna do tego co można znaleźć w innych turystycznych miejscach, wyróżniły się w naszych oczach: rzeźbione mydełka w kształcie kwiatów i ręcznie malowane buty. Na koniec, zobaczyliśmy jeszcze coś przykrego – dziwacznie kolorowo ubrana dziewczynka, która ustawiała się w pozach podobnych do tych z hinduistycznych obrazów.

Wróciliśmy Songthaewem do domu i położyliśmy się spać, ponieważ następnego dnia czekało nas ranne wstawanie 🙂

Dodaj komentarz