Dzień 22 – Koh Phi Phi – Wycieczka po wyspach Phi Phi.

Dzień 22 – Koh Phi Phi – Wycieczka po wyspach Phi Phi.

Podczas wieczornego spaceru dzień wcześniej wymyśliliśmy, że skorzystamy z tutejszych atrakcji i wybraliśmy jedną z tutejszych objazdowych wycieczek. Wszystkie lokalne ‚biura turystyczne’ oferują dokładnie to samo – właściwie są to jedynie pośrednicy, więc obeszliśmy kilka pobliskich w celu wynegocjowania jak najlepszej ceny.

Wycieczka zaczynała się o godzinie 12, była wypełniona różnymi atrakcjami i miała zająć nam cały dzień.

Przystanek pierwszy – Plaża Małp! (Monkey Beach) Jest to takie miejsce na wybrzeżu wyspy Koh Phi Phi Don gdzie nad samym morzem mieszkają makaki. Małpy raczej unikają wody, a na człowieka patrzą uważnie. Wydaje się, że zostały brutalnie nauczone, że z człowiekiem nie należy zadzierać, bo podchodzą, ale już nie są takie chętne by coś wyrywać z rąk. Nasz przewodnik Koko, będący jednocześnie kapitanem, DJem i wodzirejem, mówi by nie karmić małp, bo mogą ugryźć. Jak wiadomo, niektórzy pierwsze co robią po zejściu z łódki to nakarmienie małp. Nikomu nic się nie stało. Po zrobieniu kilkudziesięciu zdjęć małych i dużych makaków, płyniemy dalej na drugą z wysp Phi Phi – Koh Phi Phi Leh.

Drugi przystanek to tzw. Jaskinia Wikingów. (czyt. totalna bzdura) Motorówka staje w pobliżu i można zrobić trochę zdjęć. Koko dzieli się z nami pewną ciekawostką – w jaskini mieszka grupa ludzi zajmujących się pozyskiwaniem gniazd jaskółek. Można się zastanawiać po co komu takie gniazdo – otóż, jaskółki budują swoje legowiska używając własnej śliny, a Azjaci wierzą, że dodaje ona siły… ponoć również leczy kaca. Produkty można podobno kupić w niektórych sklepach spożywczych, ale jeszcze nic takiego nie widzieliśmy (albo nie doczytaliśmy – nie jest to łatwe gdy wszystko napisane jest po tajsku).

DCIM100GOPROG0045447.
DCIM100GOPROG0045447.

Płyniemy dalej, trzecim miejscem postoju jest piękna laguna Pileh Bay – zamknięta z czterech stron, z jedynie małym przesmykiem, otoczona górami, piękna szmaragdowa zatoka. Mieliśmy tutaj okazję się wykąpąć i popływać w słonej wodzie Morza Andamańskiego.

Kolejnym przystankiem, była zatoka Maya Bay. Jest ona słynna z powodu filmu „The Beach” (pl. Niebiańska Plaża), którego akcja odbywa się właśnie na wyspie Koh Phi Phi Leh, a tytułowa plaża znajduje się właśnie w zatoce Maya.

20171219_153623

Pierwszą atrakcją było wypatrywanie pływających tam rekinów – i faktycznie, można tam spotkać małe czarnopłetwe rekiny rafowe (ang. black tip reef shark), udało nam się zobaczyć całe 3. Koko, twierdził, że są to małe rekinki, a „mama rekin” czai się w pobliżu. Ponadto, dodawał, że nie ma co się przejmować jeżeli nie widzimy rekina – on na pewno widzi nas :). (uwaga – zdjęcie rekinów jest zaczerpnięte z wikipedii, bo nam nie udało się ich uchwycić)

Trochę dalej, zatrzymaliśmy się na snorkeling. Od tych częstych przystanków i mijających nas innych łódek, Julię dopadła choroba morska i czuła się bardzo źle. Na szczęście, pół godziny później zatrzymywaliśmy się już na niebiańskiej plaży i zostawaliśmy tam prawie 3 godziny więc mogliśmy spokojnie odpocząć i zaczerpnąć słońca i kąpieli. Pod koniec naszej wizyty na plaży Maya postanowiliśmy się przejść jeszcze po rajskiej wyspie. Można z plaży dojść na drugą stronę wyspy. Wszystko wygląda tutaj rajsko, ponieważ jest tu jedynie kilka budenczków należących do strażników parku narodowego i nic więcej. Naprawdę imponujące dzikie miejsce, nawet przy dużej ilości turystów. Należy dodać, że nasz długi pobyt w tym miejscu sprawił, że wracając na łódkę byliśmy jedną z ostatnich grupek ludzi na wyspie.

Nasza droga na łódkę była dużo dłuższa niż z niej zejście, ponieważ morze ponownie pod wieczór się cofnęło. Musieliśmy przejść około 200 metrów. Szliśmy całą grupą, po pas w wodzie, trzymając plecaki na głowach, próbując nie stąpać po rafie koralowej. Gdy weszliśmy na pokład, zostaliśmy zawiezieni do małej skalistej zatoczki, gdzie czekaliśmy na zachód słońca. Warto wspomnieć, że przy każdym takim przystanku, jeden lub dwóch majtków wyskakiwało z łódki z liną i nurkując cumowało nas do skał na dnie morza.

Choć ryb było mniej, trochę skorzystaliśmy z snorkelingu, bo udało się nam zobaczyć parę rozgwiazd przyklejonych do skał.

Widok zachodzącego do morza słońca obserwowany z pokładu łodzi jest czymś naprawdę wyjątkowym i nieuchwytnym na zdjęciach.

Ostatnim punktem naszej wycieczki miało być obserwowanie świecącego planktonu. Nasza łódź pływała w kółko nieopodal małpiej plaży. Po 10 minutach byliśmy przekonani, że to tylko chwyt marketingowy i zaraz zostaniemy poinformowani, że tym razem nie udało się znaleźć planktonu. Stało się jednak inaczej – nasza łódź została połączona liną z inną łodzią, Koko zaordynował założenie kamizelek ratunkowych, założenie masek i wejście do wody. Wszyscy nie byli już tak chętni jak na początku, ponieważ było ciemno, dosyć chłodno i fale mocno kołysały naszą łodzią. Kuba wskoczył pierwszy. Polecono nam chwycić się liny i gdy zanurzymy głowy, mocno machać nogami i rękami – brzmi śmiesznie, ale naszym oczom ukazały się setki świecących punktów. Był to niesamowity widok, zielono-białe drobinki planktonu zanurzone w ciemnej wodzie , wyglądały niczym gwiazdy na nocnym niebie.

Po tych fantastycznych przygodach, wróciliśmy do portu Ton Sai i zmęczeni wycieczką wróciliśmy do naszego hotelu :).

Dodaj komentarz