Dzień 25 – Droga na Koh Phangan.

Dzień 25 – Droga na Koh Phangan.

22 grudnia wyruszyliśmy na Koh Phangan. Jest to jedna z najbardziej znanych tajskich wysp położonych na wschodnim wybrzeżu w zatoce Tajlandzkiej. Słynie głównie z wielkich imprez techno „Full Moon Party”, jak nazwa wskazuje – odbywających się przy pełni księżyca. My nastawialiśmy się na spokojne spędzenie Świąt i ostatni odpoczynek przed bardzo intensywnym czasem który czeka na nas w kolejnych etapach podróży.

By dostać się na tą kolejną już wyspę, musieliśmy skorzystać z 3 środków transportu: łodzi, autobusu i ponownie łodzi. Udało nam się kupić popularne tutaj „joint ticket” czyli jeden bilet, który załatwia wszystko – wynegocjowaliśmy cenę 500 bahtów za osobę, czyli około 55 zł, co jest naprawdę imponujące jeśli chodzi o pokonaną odległość i ilość przesiadek.

Piechotą dostaliśmy się na przystań, z której prom zabrał nas do miejscowości Krabi. Tam, po chwili zamieszania, wsiedliśmy do dużego autokaru, który jechał do Don Sak. Mieliśmy pewne wrażenie, że kierowca nie zabrał wszystkich pasażerów, bo po około pół godzinie jazdy zaczął podejrzanie zwalniać i nawet zatrzymał się na poboczu parę razy, jednocześnie nerwowo rozmawiając przez telefon. (W każdym z biur sprzedających łączone bilety, podejrzanie mocno podkreślają, że wszystkie pojazdy czekają na wszystkich podróżujących).

Gdy dotarliśmy do portu, byliśmy już trochę spóźnieni na kolejny prom, więc autokar wjechał aż do końca przystani (która była naprawdę wąska) i wysadził nas 10 metrów od trapu.

Wypłynęliśmy. Rejs trwał prawie 3 h, a prom zatrzymywał się najpierw na pobliskiej wyspie Koh Samui. Gdy dotarliśmy na Phangan, było już ciemno. Na przystani czekały ‚taksówki’ rozwożące turystów do hoteli. Gdy piszemy taksówki, to na myśli mamy Songthaewy. Nasze bagaże załadowano na dach i ruszyliśmy do Coco Garden.

Zabookowaliśmy tam bambusowy bungalow, który miał być naszą bazą w okresie Świątecznym spędzonym na wyspie. Gdy dotraliśmy, w recepcji przywitał nas wesoły anglik i zostaliśmy zaprowadzeni do domku.

Dzień zakończyliśmy przepyszną kolacją zjedzoną w restauracyjce przynależącej do Coco Garden.