Dzień 38 – Kanchanaburi – Most na rzece Kwai
4 stycznia wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy szybkie śniadanie, spakowaliśmy nasz plecaki i ruszyliśmy! Poprzedniego wieczoru zdecydowaliśmy, że nie będziemy przedłużać naszego pobytu w Tajlandii, ponieważ czeka nas jeszcze wiele krajów do zwiedzenia. Obiecaliśmy sobie, że na północ tego azjatyckiego kraju jeszcze wrócimy, a tymczasem postaramy się maksymalnie wykorzystać pozostałe nam dni.
Z dużymi bagażami poszliśmy na przystań Phra Arthit, przepłynęliśmy 3 przystanki do przystani Thonburi.
Z przystani podjechaliśmy ‚miejskim’ Songthaewem do stacji kolejowej w Thonburi. O 7.20 czekaliśmy już z biletami w ręku na przyjazd naszego pociągu.
Ciekawostka – Thonburi to dawna stolica Tajlandii, leżąca po drugiej stronie rzeki Cho Phraya, a obecnie dzielnica Bangkoku. Tam również zaczynała się tzw. kolej śmierci, która była budowana podczas II Wojny Światowej z rozkazu japońskiej armii.
Tu zaczynał się kolejny rozdział naszej podróży. O 7.50 ruszyliśmy pociągiem z Thonburi do Kanchanaburi, gdzie znajduje się słynny most na rzece Kwai. Jazda jest dosyć ekstremalna, ponieważ wagony są w całości drewniane, na suficie zamontowane są wiatraki, a co jakiś czas przez okna wpada ogromna ilość pyłu, popiołu lub kawałków zbóż.
Gdy tylko ruszyliśmy, rozpoczął się kolejowy handel – u nas kupić można głównie piwo i suche przekąski, a tutaj pojawili się sprzedawcy z ciepłymi daniami zawiniętymi w bananowe liście lub plastikowe woreczki.

Dotarliśmy do celu po około 3 godzinach jazdy i by wydostać się z naszego peronu musieliśmy przejść przez inny pociąg 🙂
Zakwaterowaliśmy się w hostelu, którego pokoje były położone na barkach. i po chwili odpoczynku ruszyliśmy na stację autobusową, ponieważ nasz plan był bardzo napięty.
Niestety, okazało się, że jest dosyć późno na dalsze wycieczki, więc ze stacji podjechaliśmy do słynnego mostu, którym obecnie nadal jeżdżą pociągi. Przeszliśmy się i mieliśmy okazję zobaczyć przejeżdżającą kolej, stojące jednocześnie na moście – to był szczęśliwy przypadek, ponieważ pociągi kursują tam jedynie 6 razy dziennie.
Po przejściu mostu wstąpiliśmy do położonej tuż nad brzegiem rzeki, chińskiej kolorowej świątyni, skąd przepłynęliśmy na nasz wyjściowy brzeg łódeczką. Tu musimy przyznać, że ponownie mieliśmy szczęście, bo łódki wcale nie pływały tam często. 🙂
Wracając do domu natknęliśmy się na ogromne poczwarki jedzące kwiatki i liście przydrożnego krzaku w zatrważającym tempie.
Wróciliśmy do naszego pokoju tuż przed zachodem słońca…
Wieczorem przeszliśmy się jeszcze po okolicy, która na szczęście okazała się mniej turystyczna niż wcześniejsze miejsca, które zwiedzaliśmy. Po całym dniu wrażeń szybko zasnęliśmy.
