Dzień 37 – Bangkok – Pożegnanie.

Dzień 37 – Bangkok – Pożegnanie.

Ostatniego dnia w Bangkoku ruszyliśmy by przedłużyć nasz pobyt w Bangkoku. Ponieważ najprostszym sposobem dostania się do dywizji wizowej było pojechanie taksówką, postanowiliśmy złapać jakąś w pobliżu hostelu.

Po 4 nieudanych próbach, gdy żaden z kierowców nie chciał włączyć licznika, już mieliśmy się poddać. Ostatnia próba była szczęśliwa – kierowca zgodził się na licznik i wsiedliśmy! W taksówce było mocno czuć alkohol, ale nas to nie zraziło 🙂 Faktycznie zapłaciliśmy 60 Bahtów, czyli 1/3 albo i 1/4 tego co proponowali taksówkarze za stałą kwotę (np. 200-300 Bathów).

Po wjechaniu na 18ste piętro wieżowca w centrum Bangkoku i krótkiej konsultacji w departamencie 1 wydziału wizowego, dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w złym miejscu, a właściwe miejsce jest już zamknięte. Ponadto, przedłużenie pobytu kosztuje około 200 zł za osobę. Trochę nas to zraziło i zaczęliśmy się zastanawiać jak pokierować naszą podróżą. Dowiedzieliśmy się również gdzie są inne oddziały w których można dokonać odpowiednich czynności, ponieważ nie chcieliśmy tracić kolejnego dnia – kolejne miejsca już na nas czekały 🙂

Resztę dnia postanowiliśmy poświęcić na coś bardziej ekstremalnego. Znaleźliśmy informacje o „budynku duchu”, czyli opuszczonym, niedokończonym wieżowcu. Poczytaliśmy w internecie, gdzie różne opinie sugerowały różne sposoby dostania się do środka. Były takie, które mówiły, że wejść można bez problemu, inne mówiły, że należy przekupić strażników, a jeszcze inne, że można kupić bilet.

W pobliże dostaliśmy się jadąc Sky Train, czyli taką koleją jadącą przez środek miasta, której torowisko jest położone na wysokich filarach, jakby wiaduktach wiodących nad ulicami.

Na miejscu okazało się, że chyba zbyt duża ilość turystów zaczęła interesować się tą wątpliwą atrakcją i uszczelniono dostęp, a właściwie kompletnie go zabroniono. Obecnie wielopiętrowy budynek faktycznie stoi i straszy…

Po drugim niepowodzeniu tego dnia, postanowiliśmy chociaż na pożegnanie przepłynąć dłuższą cześć rzeki Menang . Wsiedliśmy na jednym z pierwszych przystanków i płynęliśmy w górę do naszej przystani. Podziwialiśmy oba brzegi, gdzie dostrzec można wspaniałe nowoczesne hotele sąsiadujące z pięknymi starymi opuszconymi budynkami lub ubogimi mieszkankami lokalnych tajów. Przyglądaliśmy się wspaniałym dachom Wat Pho, Wat Arun i Królewskiego Pałacu o zachodzie słońca.

20180103_173712

Wróciliśmy w okolice Khao San Road i zjedliśmy ostatni nasz posiłek w Bangkoku na nocnym markecie. Kuba odważnie spróbował nawet grilowanej kałamarnicy!

W hostelu zaplanowaliśmy dalszą podróż – której planu jeszcze nie zdradzimy – wszystko pojawi się w kolejnych wpisach 😉