Dzień 27 – Koh Phangan – Wigilia Bożego Narodzenia.

Dzień 27 – Koh Phangan – Wigilia Bożego Narodzenia.

Wigilia rozpoczęła się dla nas nad ranem, kiedy niestety okazało się, że jedzenie spożyte na nocnym targu mogło być nie do końca świeże… Julię rozbolał bardzo brzuch, co sugeruje, że winę ponosiło sushi, ponieważ spróbowała go więcej niż Kuba. Spędziliśmy więc większość nocy i część dnia odpoczywając i wracając do sił by chociaż skosztować wigilijnej kolacji w naszym ośrodku.

Gdy przyszedł wieczór, ‚elegancko’ się ubraliśmy, co wcale nie było łatwe, biorąc pod uwagę nasz bardzo limitowany bagaż :), podzieliliśmy się opłatkiem na naszej pobliskiej plaży i zasiedliśmy do stołu.

Kucharze z Coco Garden przygotowali uroczyste „Wigilijne Barbeque”. W menu znalazły się m.in.: grilowana w liściu bambusowym barakuda, grilowany prosiak, ziemniaki w folii, sałatka ziemniaczana, sakiewki i sajgonki oraz przeróżne tajskie sosy. Wszystko było ułożone na dużym wspólnym stole. Mimo, że tradycyjnie w Wigilię powinno się pościć, postanowiliśmy że spróbujemy wszystkiego, usprawiedliwiając sobie, że podczas podróży jest dyspensa 🙂

Po przepysznej kolacji, postanowiliśmy resztę wieczoru spędzić spokojnie na plaży. Dzwoniliśmy do rodziny, fotografowaliśmy rozgwieżdżone niebo i słuchaliśmy szumu fal. Podobnie z resztą inni goście Coco Garden, mimo późnego wieczoru, roześmiane dzieci biegały po plaży, a inni siedzieli wpatrzeni w morze – pojawiło się nawet ognisko.

Tak spokojnie (i rodzinnie!) spędziliśmy wigilię Bożego Nardzenia na wyspie Koh Phangan, na drugim końcu świata. 🙂

Dzień 26 – Koh Phangan.

Dzień 26 – Koh Phangan.

Dzień przed wigilią wstaliśmy dosyć późno i zaczęliśmy od leniwego zjedzenia śniadania nad morzem. Jako, że Coco Garden prowadzony jest częściowo przez anglików, do wyboru jest kuchnia tajska lub europejska. Dla pewnej odmiany, zjedliśmy angielskie śniadanie – składające się z jajek przyrządzonych w wybrany sposób, tostów, bekonu, szynki, fasoli (baked beans), smażonych pieczarek i herbaty lub kawy. Zadziwiające, jak potrafi człowiekowi brakować herbaty czy w ogóle jedzenia, które normalnie ma na codzień.

20171223_144313

Po takiej uczcie, ruszyliśmy na plaże, do której, z naszego bungalowa szliśmy niecałe 30 sekund (z zegarkiem w ręku!). Plaża wąska, ale prawie pusta. Wykąpaliśmy się i wyzbieraliśmy najładniejsze z muszli. Można tutaj znaleźć zdecydowanie inne dary morza niż na zachodnim wybrzeżu. Wyłowiliśmy bardzo wiele kawałków muszli z widoczną masą perłową.

Wieczorem, postanowiliśmy zwiedzić pobliską nam miejscowość i zjeść na lokalnym nocnym targu (kolejny night market). Gdy udało nam się przebić przez tysiąc straganików z pamiątkami i ubraniami, po chwili spaceru dotarliśmy na targ.

Ponownie, można tam znaleźć wiele rodzajów jedzenia, głównie bazującego na owocach morza. My spróbowaliśmy: grilowanych krewetek, sushi i drobiowych satayów.

Dzień zakończyliśmy kupując przekąski w lokalnym 7/11. Kuba chciał koniecznie spróbować chipsów zrobionych z… bobu! Obawialiśmy się, że podobnie jak nasze niektóre eksperymenty będą kompletnie niezjadliwe. Okazało się wręcz przeciwnie, w smaku były podobne do chrupków kukurydzianych i Kuba ze smakiem zjadł całą paczkę.