Dzień 35 – Bangkok – Dzień planowania.
Ponieważ późno poszliśmy spać dnia poprzedniego (a właściwie już pierwszego poranka Nowego Roku 🙂 ), równie długo spaliśmy. Postanowiliśmy poświęcić ten dzień na zaplanowanie dalszej drogi w Tajlandii i nasze kolejne ruchy. Jak dotej pory, trasa naszej podróży wyglądała tak:

Z jednej strony, chcieliśmy jeszcze zwiedzić parę miejsc na zachód od Bangkoku, z drugiej strony mieliśmy w planach jeszcze całą Tajlandię północną, a z trzeciej strony kończył nam się czas pobytu w Królestwie. Wjazd jest możliwy bez wizy na 30 dni, które dobiegały dla nas końca 8-ego stycznia. Zaczęliśmy się więc zastanawiać czy próbować przedłużyć nasz pobyt legalnie, czy po prostu zostać dłużej (kara za każdy dzień jest niewielka). Trochę nas martwiło, że przy wjeździe do Wietnamu, który był następnym krajem naszej podróży, musimy się ubiegać o wizę, więc nie chcieliśmy nielegalnie przedłużać pobytu w Tajlandii.
Postanowiliśmy, że spróbujemy zrobić to zgodnie z przepisami, ale możliwe to było dopiero 3-ego stycznia, ponieważ 1-ego i 2-ego stycznia tajowie mają dni wolne z powodu Nowego Roku.
Po planowaniu i załatwieniu spraw organizacyjnych, wybraliśmy się na kolację w naszych okolicach. Tego wieczoru postanowiliśmy wyjaśnić pewną zagadkę – w Tajlandii zaobserwowaliśmy wiele kotów z krótkimi, jakby ucietymi lub złamanymi ogonami. Niektóre wyglądały jak kikuty, inne były zakręcone, a jeszcze inne wyglądały na złamane. Po krótkich poszukiwaniach w internecie, dowiedzieliśmy się, że spowodowane jest to mutacją genetyczną i występuje u wielu osobników w całej Azji.
Tego dnia odpoczęliśmy od ciagłej bieganiny i zebraliśmy siły na dalsze wojaże 🙂