Dzień 32 – Bangkok – Muzeum narodowe.
29 grudnia, około południa, wyruszyliśmy zwiedzać Bangkok. Jest tu znacznie bardziej gorąco i duszno, niż na wyspach. W gęstym powietrzu unosi się smród wielkiego miasta, śmieci, złej kanalizacji i spalin. Z poczatku mieliśmy trudność z przyzwyczajeniem się do ruchu drogowego- ogromne ilości różnorodnych pojazdów ( od samochodów przez rozpadające się dziwaczne pojazdy po dziesiątki podświetlonych kolorowych tuk tuków przemykających w każdej wolnej szczelinie ulicy)nie dawały wielkich szans pieszemu. W dodatku ruch w Tajlandii jest lewostronny a ulice są raz jednokierunkowe a raz dwukierunkowe (???). Po jakimś czasie zrozumieliśmy, że żeby przejść trzeba wtargnąć na ulicę w dobrym momencie, czasem przystanąć na środku lub slalomem przechodzic ‚na dziko’. Tak robią wszyscy… wszędzie.
Tego dnia postanowiliśmy zwiedzić okolicę 🙂 Wyszliśmy z hostelu prosto w uliczny tłum i skwar i daliśmy się ponieść nogom.
Po pół godziny dotarliśmy do Muzeum Narodowego, gdzie okazało się, że wstęp jest darmowy z okazji nadchodzącego Nowego Roku. Skorzystaliśmy i obejrzeliśmy wspaniałą świątynię z ogromnymi freskami, dom w którym mieszkała siostra jednego z królów Tajlandii oraz zbiory posągów Buddy z różnych okresów. Nie udało nam się zobaczyć niestety wszystkiego, ponieważ wkrótce zamykano, ale cieszyliśmy się, z tego co widzieliśmy.
Następnie ruszyliśmy na spacer po okolicy i w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Po drodze minęliśmy pomnik Demokracji i natknęliśmy się na kolejną buddyjską świątynie.
Na koniec trafiliśmy na słynną wśród turystów Khao San Road, czyli mekkę dyskotek, restauracji i turystycznych klubów – dla nas trochę za tłoczną i głośną.
Minąwszy dziesiątki stoisk i tuk tuków wróciliśmy do naszego hostelu.